Jeszcze dobrych parę lat temu – zanim rynek prasowy zalały kolorowe i niekoniecznie inteligentne czasopisma pokroju „Bravo” czy „Bravo Girl” – żadna szanująca się nastolatka nie przegapiła pojawienia się w kioskach najnowszego numeru „Filipinki”. Polskim dziewczętom pismo towarzyszyło od tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego siódmego roku – najpierw jako tygodnik, potem już w formie miesięcznika.
Trzy lata temu wydawcy zadecydowali o zawieszeniu działalności. „Filipinka”, chociaż już w ostatniej fazie w niczym nie przypominała starej, dobrej „Filipinki”, była prawdziwym zjawiskiem, jeżeli chodzi o gazety. Uznana za zjawisko kulturotwórcze, kształtowała poglądy wielu pokoleń młodzieży. Redakcja zawsze ogromny nacisk kładła na kontakt z czytelnikami – na łamach pisma znaleźć można było mnóstwo tekstów nadsyłanych głównie przez czytelniczki. Nie brakowało porad, wywiadów, reportaży, szeroko pojętej publicystyki, felietonów, kącika poetycko-literackiego czy także sporej dawki humoru i satyry.
